DZIECI NORWEGII. O państwie (nad)opiekuńczym

Czy emigrując do innego państwa ludzie zastanawiają się jakie niebezpieczeństwa mogą ich tam spotkać? Czy próbują zawczasu skrupulatnie się przygotować, poznając tradycje, obyczaje i kulturę danego kraju?
Śmiem wątpić! Większość z nas, trochę jak owce we mgle, bieży przed siebie z zakodowanym w głowie hasłem “jakoś to będzie” lub “przyjdzie czas – przyjdzie rada”.
Czasami za takie podejście przychodzi nam zapłacić wysoką cenę. Jak możemy się przekonać po lekturze publikacji Macieja Czarneckiego – bywa, że okrutnie wysoką.

 

Norwegia – w świadomości Polaków kraj bogaty, świetnie rozwinięty, dbający o obywateli, z doskonałą opieką socjalną. Taki mały raj na ziemi. Marzenie wielu szukających pracy obywateli kraju nad Wisłą. Kiedy jednak zaczniemy doszukiwać się wad na tym, wydawać by się mogło nieskazitelnym obrazie, dostrzeżemy jedną skazę. Plamę, która szczególnie rzuci się w oczy ludziom planującym lub posiadającym już potomstwo.

Otóż w Norwegii na potęgę odbiera się dzieci!

Książkę przeczytałam z zapartym tchem. To nic, że mieszkam w innym kraju i teoretycznie rzecz mnie nie dotyczy. Fakt, iż od niedawna jestem mamą, spowodował, że poruszana przez autora tematyka i sposób jej opracowania nie dawały mi spokoju. Nie mogłam uwierzyć, że historie, które opublikował wydarzyły się naprawdę, że to wszystko w tak z pozoru nieodległym kraju. Nieodległym geograficznie, bo mentalnie, jak się okazuje – bardzo. My Polacy mamy totalnie odmienną wizję właściwego rodzicielstwa w stosunku do wizji Norwegów. To co u nas bywa normą, u nich jest już co najmniej podejrzane, a nierzadko wystarczające do aktywnej i bardzo inwazyjnej ingerencji w życie rodziny. Ale o czym dokładnie pisze Czarnecki?

 

Czy państwo norweskie rzeczywiście odbiera dzieci głównie imigrantom?

Czy to możliwe, że z powodu anonimowego donosu twoje dzieci prosto ze szkoły zostaną zabrane do rodziny zastępczej, a walka o ich odzyskanie może potrwać kilka lat?

Czy za jednego klapsa lub samą groźbę słowną można stracić dziecko?

Czy rzeczywiście pracownicy słynnego Barnevernetu urządzają swoiste polowanie na dzieci, podnosząc sobie tym samym statystyki?

Dlaczego w Norwegii odebrane dzieci zawsze trafiają do obcych, zamiast do dalszej rodziny?

Czemu przez wiele lat nie było współpracy międzynarodowej na linii Polska – Norwegia w  zakresie pomocy rodzinom, wobec których na terytorium Norwegii wszczynano sprawy o ograniczenie lub odebranie praw rodzicielskich?

Czy rzeczywiście zdesperowani rodzice często porywają własne dzieci, aby przewieźć je do Polski?

Czy to prawda, że warunki w norweskich więzieniach są lepsze niż w niejednym hotelu?

Czy faktem jest, iż Polka po rozwodzie z Norwegiem nigdy nie otrzyma prawa do opieki nad ich wspólnym dzieckiem?

Ile tak naprawdę zarabia norweska rodzina zastępcza?

Jakie warunki ma w niej zapewnione dziecko?

Czy to możliwe, że polskie dzieci z pobudek finansowych same chcą mieszkać w norweskich rodzinach zastępczych?

Czy pogląd, że “Nikt nie zadba o dziecko lepiej niż państwo” jest w Norwegii nadal aktualny?

 

Odpowiedzi na te i wiele innych szokujących pytań znajdziecie w książce. I tu uwaga – one wcale nie są oczywiste!

Autor zdecydował się poruszyć niezwykle ważne, choć delikatne zagadnienie. Dodając do tego obiektywne podejście do tematu, dokładność dziennikarską i lekkie pióro, otrzymujemy naprawdę solidną dawkę wiedzy w łatwo przyswajalnej formie.

Naprawdę polecam! Nie tylko rodzicom…