Okiem nastolatki

Zuza – dziś już nastolatka, przyjechała z rodzicami do Niemiec jako dziecko.  Tu się wychowała, tu spędziła większość życia. Co pamięta z okresu przeprowadzki? Jak ocenia decyzję rodziców? Jaka jest dzisiaj? Czy nie ma problemu z określeniem własnej tożsamości narodowej? Opowieść o emigracji w życiu dziecka…


W tym roku skończysz 14 lat, a w jakim wieku byłaś, kiedy przyjechałaś na stałe do Niemiec?

Miałam 5 lat.

Dla tak małego dziecka była to ogromna zmiana, pamiętasz cokolwiek z tamtego okresu, np. jak rodzice Ci powiedzieli o tym, co Was czeka?

Nie pamiętam, w jaki sposób się o tym dowiedziałam, nie pamiętam samego wyjazdu, ani przygotowań, ale utkwiło mi w pamięci pożegnanie w przedszkolu. Nie rozumiałam jeszcze, co tak naprawdę się dzieje, co to oznacza, ale wiem, że był to dla mnie bardzo miły dzień.

A pamiętasz co wtedy czułaś? Chciałaś wyjeżdżać, czy nie?

Nie za bardzo zdawałam sobie wtedy sprawę z tego, co się wokół mnie dzieje. Nie wiedziałam, czy się cieszyć, czy nie, ale na tyle, ile sobie przypominam, to czułam się szczęśliwa. Nie było żadnego buntu, ani niczego w tym stylu. Towarzyszyło mi bardziej takie podekscytowanie.

Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie z życia w Niemczech? Utkwiło Ci w pamięci coś z pierwszych dni?

Nie jest tego wiele, ale pamiętam te stosy kartonów, które zastawiały nam całe mieszkanie. Dla mnie najważniejsze było wtedy to, że miałam swoje zabawki i mogłam się bawić tak samo jak w Polsce.

W którym momencie dotarło do Ciebie, że zaszły w Twoim życiu tak wielkie zmiany? Że jesteś w innym kraju tylko z rodzicami, że dziadkowie i reszta rodziny została daleko…

Początkowo jakoś tego nie przeżywałam, nie zastanawiałam się nad tym, byłam chyba za mała, ale przełomowy okazał się pierwszy dzień w przedszkolu. Wtedy dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Nie spodziewałam się, że to przedszkole będzie aż tak różnić się od tego polskiego, do którego chodziłam wcześniej. To był lekki szok.

Jak zostałaś tam przyjęta? 

Bardzo ciepło. Nie byłam jedynym dzieckiem, które przyjechało z innego kraju, ale jako jedyna dołączałam do grupy w połowie roku. Pamiętam, że pierwszego dnia w pewnym momencie zrobiło mi się bardzo smutno, bo niczego nie rozumiałam, schowałam się więc w takim domku, który stał na uboczu sali i prawie się popłakałam, ale wtedy przyszła pani opiekunka, zaczęła mnie pocieszać, bawić się ze mną i najgorsze minęło. Atmosfera tam była naprawdę miła. Później poznałam niemiecką koleżankę, która się mną niejako zaopiekowała.

A jak z językiem? Szybko nauczyłaś się dogadywać z innymi dziećmi?

Pamiętam, że szybko zaczęłam rozumieć co do mnie mówią, ale miałam problem, żeby odpowiedzieć. Później miałam kryzys po pójściu do pierwszej klasy, bo przez wakacje sporo zapomniałam, ale po tygodniu nie miałam już problemów. Szybko znalazłam koleżanki i nie musiałam się martwić.

Czyli nie było w Twoim życiu żadnej traumy związanej ze zmianą miejsca zamieszkania i środowiska. Bo dla dzieci bywa to czasami szalenie trudne…

Nie, ja tego nie przeżyłam.

Miałaś kiedykolwiek żal do rodziców, że zdecydowali się opuścić rodzinne strony i zabrać Cię tak daleko, przenieść w zupełnie inny świat?

Nie… jakoś nigdy nie przeszło mi to przez myśl. Szybko się przyzwyczaiłam i dziś trudno mi sobie wyobrazić, że mieszkamy w Polsce, że chodzę tam do szkoły… Myślę, że rodzice swego czasu dokonali dobrego wyboru i nie mam podstaw do żadnych pretensji, czy żalu.

Z czym Ci się dzisiaj kojarzy Polska?

Z pierogami! (śmiech)

A oprócz pierogów?

Z rodziną, którą regularnie odwiedzamy i Poznaniem, czyli miastem, w którym mieszkaliśmy przed wyjazdem. Pomimo tego, że miałam tylko 5 lat, to pamiętam to miasto, ze wszystkich w Polsce jest mi nadal najbliższe, pomimo, że widziałam już wiele innych. Jakiś sentyment z dzieciństwa pozostał.

Lubisz Polskę?

Zależy pod jakimi względami. Podoba mi się polski klimat. Jak jadę do Polski to jest jakoś tak inaczej. Wydaje mi się, że wszystko jest bardziej kolorowe, radosne… są to na pewno pozytywne skojarzenia.

Może dlatego, że wyjeżdżasz tam na święta i wakacje?

Bardzo możliwe. Faktycznie spędzamy tam z rodziną dni, w których większość osób ma urlop, odpoczywamy, śmiejemy się, wspominamy… Latem z dziadkami wielokrotnie jeździłam na kemping, gdzie zawsze się dobrze bawiłam. Zimą z kolei odwiedzamy rodzinę w święta, a wtedy jest tak przytulnie i klimatycznie. Chyba każdy lubi taką atmosferę.

Chciałabyś kiedykolwiek wrócić do Polski tak na stałe?

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ostatnio się nad tym zastanawiałam i mam mieszane uczucia… Potrzebuję jeszcze czasu. Ogólnie to taki był plan. Miałam, pomimo pobytu tutaj, uczyć się języka polskiego, aby znać go na tyle dobrze, abym w przyszłości poradziła sobie np. na polskiej uczelni. Razem z rodzicami braliśmy pod uwagę to, że na studia wrócę do Polski. Teraz trochę się to wszystko pozmieniało. Zaczęłam interesować się architekturą, aktualnie planuję kształcić się w tym kierunku i akurat tak się składa, że w naszym mieście jest dobra uczelnia, na której mogłabym się tego uczyć bez konieczności wyjazdu. Trochę szkoda tego nie wykorzystać…

Czyli gdybyś miała kiedykolwiek okazję wyjechać do Polski na dłużej, np. na kilka lat, powiedzmy do pracy, to myślisz, że nie miałabyś z tym problemu?

Wręcz przeciwnie, gdyby był to wiązało się z moim zawodem, to z przyjemnością wróciłabym do Polski.

A w tym momencie czujesz się Polką, czy już bardziej Niemką?

To może zabrzmieć trochę dziwnie… bo przecież większość swojego życia spędziłam w Niemczech, ale … czuję się Polką.

Czyli ciągnie Cię do korzeni…?

Tak. Kraj pochodzenia jest głębiej w moim sercu.

Ciekawi mnie również, jak oceniasz znajomość obu języków: polskiego i niemieckiego. W którym łatwiej Ci się komunikować?

Muszę przyznać, że po polsku mówię o wiele lepiej, łatwiej mi to przychodzi. Oczywiście bez problemów posługuję się niemieckim, ale wiem, że mam w nim bardziej ubogie słownictwo. Testy w szkole pokazały, że mam nieraz problem z urozmaiceniem własnych wypowiedzi. Czasami brakuje mi np. zamiennika danego słowa, z czym w polskim jakoś sobie radzę. Teraz, aby to wyćwiczyć, staram się więcej czytać niemieckiej literatury.

Bardzo często z relacji osób, które posługują się wieloma językami dowiadujemy się, że aby świetnie mówić w obcym języku, należy zacząć w nim myśleć. Jak jest z Tobą? Rozmawiając, np. z koleżankami ze szkoły myślisz po niemiecku, czy po polsku?

Słyszałam o tym. Ja myślę ciągle po polsku. To trochę trudne do wytłumaczenia, ale potrafię niezwykle szybko przetłumaczyć myśl na niemiecki, także mój rozmówca nawet tego nie zauważa, ale ja wiem, że zanim to powiedziałam po niemiecku, najpierw miałam w głowie po polsku.

Czyli można to wyćwiczyć?

Tak. W szkole podstawowej miałam koleżankę z USA, która, podobnie jak ja, trafiła do Niemiec jako dziecko, szybko nauczyła się języka, bardzo dobrze mówiła po niemiecku. Kiedyś też ją zapytałam w jakim języku myśli i bez zastanowienia odpowiedziała, że po angielsku.

Którym językiem w większości posługujesz się na co dzień? Gdy np. czytasz książki lub oglądasz filmy, to po polsku, czy niemiecku?

Dotychczas więcej używałam polskiego, bo w domu posługujemy się tym językiem, filmy i książki też wolałam w polskiej wersji, ale ostatnio staram się to zmienić, aby podszkolić jeszcze swój niemiecki. Czytanie po polsku do tej pory sprawia mi więcej przyjemności, według mnie niemieckie teksty gorzej brzmią, jakoś opornie mi idzie przebijanie się przez kolejne zdania, a z kolei polskie mnie wciągają…

Wspomniałaś, że w domu rozmawiacie po polsku, a nie korci Cię czasami pogadać z bratem po niemiecku?

Zazwyczaj nie, ale czasami śpiewamy sobie niemieckie wersje polskich piosenek. To bywa zabawne.

Ty doprawdy od samego początku uczęszczałaś do szkoły niemieckiej, ale z pewnością wiesz z opowieści jak wygląda system edukacji w Polsce. Myślisz, że bardzo różnią się te dwa światy?

Tak się składa, że mam w Polsce wujka niewiele starszego od siebie, także z relacji jego i innych polskich znajomych, wiem, że różnic jest bardzo dużo. Np. mamy zupełnie inne lektury, u nas jest inne podejście do uczniów, w Niemczech jest większa swoboda w relacjach nauczyciel – uczeń. Poza tym u nas w klasach jest dużo dzieci pochodzących z różnych krajów, także często przy okazji jakiegoś zagadnienia od razu wymieniamy się doświadczeniami, opowiadamy sobie jak dana rzecz wygląda w naszym kraju, albo tłumaczymy sobie jakieś słowo na kilka języków. Poza tym bardzo często mamy także lekcje w terenie. Wychodzimy do muzeów, teatru, na krótkie wycieczki.

A to prawda, że plan zajęć jest zawsze bardzo regularny?

Tak, każdego dnia mamy lekcje od 8:00 do 13:00, ewentualnie później zajęcia dodatkowe. W wyjątkowych sytuacjach zaczynamy o 9:00, albo wcześniej kończymy. Nie jest tak, jak w Polsce, że każdego dnia inna liczba lekcji, inna godzina rozpoczęcia, czy zakończenia zajęć.

Wróćmy teraz na grunt domowy. Czy według Ciebie nastolatek z Polski jest podobnie wychowywany, jak nastolatek z Niemiec?

Wydaje mi się, że trochę mniejszą wagę przywiązuje się do kultury, w tym znaczeniu, że np. moje koleżanki, będąc u kogoś w odwiedzinach, nie zwracają zbytnio uwagi na to, żeby z szacunkiem odnosić się do dorosłych, żeby być uprzejmym, miłym, zawsze mówić dzień dobry, itd. W niemieckich domach chyba panuje większa swoboda w tych sprawach. Dzieciom więcej wolno.

Czy zdarzyło się kiedykolwiek, że ze względu na polskie pochodzenie ktoś sprawił Ci przykrość?

Nie, nic takiego nie miało miejsca. Czasami na lekcjach historii, kiedy omawiamy polsko-niemieckie doświadczenia, to czuję, że inni na mnie spoglądają, ale to mi nie przeszkadza, w ogóle się tym nie przejmuj.

Uważasz, że życie w Niemczech jest dla Ciebie szansą, że może gdybyś nadal żyła w Polsce, to pod jakimiś względami byłoby gorzej?

Nie wiem… Trudno powiedzieć, bo nie wiem jak ułożyłoby się życie naszej rodziny. Na pewno szansą, którą tutaj staram się wykorzystać są języki, które, jak mawiają moi rodzice: otwierają mi drzwi do innych zawodów, zainteresowań i znajomości.

I na zakończenie powiedz, jakie mogłabyś udzielić rady rodzicom, którzy chcą się przeprowadzić do innego kraju z małym dzieckiem?

Na pewno przed wyjazdem nie uczyć na siłę danego języka, bo to może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Dziecko się przestraszy gramatyki, czy nawału obcego słownictwa. Myślę, że warto np. puszczać bajki w innej wersji językowej, ale tylko wtedy, jeśli dziecko ma na to ochotę. Po przeprowadzce z kolei nie szukać na siłę towarzystwa, tylko pozwolić rzeczom dziać się w swoim tempie. Dziecko pójdzie do przedszkola, czy szkoły, a tam naprawdę szybko opanuje nową mowę. Warto też porozmawiać z nauczycielką o tym, co dziecko lubi, jakie jest, żeby wiedziała jak reagować w razie problemów.

Myślisz, że dziecko przed przeprowadzką do innego kraju powinno wiedzieć, co się dzieje? 

Zdecydowanie. Dziecko, które nie wie co go czeka, może czuć się potem strasznie oszukane. Ja wiedziałam i bardzo się z tego cieszę.

Jak jeszcze rodzice mogliby pomóc dziecku w tym trudnym czasie?

Myślę, że byłoby miło, gdyby pomogli w utrzymaniu kontaktów z bliskimi zostawionymi w kraju. Teraz jest wiele możliwości i warto je wykorzystać. Myślę, że dzięki temu dziecko będzie mniej tęskniło i nie odczuje aż tak bardzo zachodzących zmian.

 

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum bohatera wywiadu.