Halloween po niemiecku

O ile w czasach, kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce koniec października kojarzył mi się zawsze z przygotowaniami do dnia Wszystkich Świętych (tony zniczy i kwiatów w większości supermarketów), o tyle odkąd przeprowadziłam się do Niemiec, nie ulega wątliwości, że jesień to czas duchów, wampirów i innych straszydeł. Tak – w Niemczech króluje Halloween. W sklepach, domach i na ulicach na dobre rozgościły się dynie, wiedźmy, trupie czaszki i szkielety. Niektóre aranżacje jak nic przypominają scenerie znane z filmów grozy.

W odróżnieniu do Polaków, Niemcy o wiele chętniej celebrują amerykańskie święto.
31. października to czas zabawy w straszenie. Dzieci przebierają się za duchy w przedszkolu, albo wieczorem biegają po osiedlu w polowaniu na słodycze, natomiast dorośli mają tego dnia do wyboru bardzo szeroki wachlarz imprez, na których w atmosferze wiszącej w powietrzu śmierci, mogą wyszaleć się do woli, przestraszyć na amen, albo upić na umór… Co kto lubi. Ważne, żeby było strasznie, zaskakująco i wesoło, w końcu ma to być zabawa.

Ja nie lubię się bać, nie oglądam horrorów, niespecjalnie kręcą mnie przerażające facjaty wymalowanych imprezowiczów, aczkolwiek z podziwem przyglądam się poświęceniu, z jakim co niektórzy Niemcy przygotowują się do obchodów Halloween. Trzeba przyznać – to robi wrażenie.
Nawet na spacerze po pobliskim osiedlu szczena opada na widok ogrodów specjalnie wystylizowanych pod zbliżającą się okazję. Zobaczcie sami: